[452Hz]” to debiutancki album dowodzonego przez [dema] projektu [4672]. Po krążek ten sięgnąłem niedługo po ogarnięciu fantastycznego “[Aether]” z 2019 roku, zastanawiając się nad tym jak bardzo różnić się będzie piąta studyjna płyta od tej pierwszej, nagranej niejako “na partyzanta”. “[452Hz]” w 2011 roku ukazał się w niewielkim fizycznym nakładzie, a obecnie dostępny jest drogą cyfrową na większości serwisach streamingowych. Ja jednak swoją recenzję opieram na wydaniu nieco mniej standardowym: od lidera projektu otrzymałem bowiem czarny krążek CD wyglądem przypominający płytę winylową, umieszczony w opakowaniu stworzonym (handmade!) z oryginalnej dyskietki 5,25” marki IBM. Czad!*

[452Hz]” to album stworzony w całości przez [dema] – odpowiadał on za wszystkie instrumenty, które usłyszmy na płycie, w tym także za programowanie automatu perkusyjnego (a z tą dziedziną wcześniej nie miał on większego doświadczenia). Już za sam fakt stworzenia krążka samemu należą się duże brawa, gdyż coś takiego wymaga dużej odwagi, kreatywności, poświęcenia, no i oczywiście talentu. I choć obecnie debiut [dema]nieco do życzenia pozostawia (zwłaszcza jak zestawimy go z późniejszymi krążkami), to i tak słucha się go zaskakująco dobrze. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, co w ogóle “cyferki” prezentują. Projekt dostarcza dźwięki trudne w odbiorze: odhumanizowane i bezduszne, przez co niejeden słuchacz zastanawiać się będzie nad tym, co autor miał na myśli. Taką niszę sobie [4672] znalazło i albo się w tym ciężkostrawnym graniu odnajdziemy, albo zostaniemy z potężną zgagą.

Na “[452Hz]” składa się trzynaście kompozycji, trwających łącznie 49 minut. Kompozycji ciężkich, utrzymanych głównie w średnim tempie i prowadzonych przez djentowe riffy wygrywane na nisko strojonym wiośle. Słucha się ich całkiem przyjemnie jak na taką nieprzyjemną przecież w założeniu muzykę, choć przydałoby się tutaj nieco więcej różnorodności. Niekiedy nasze uszy zaatakują fajne, techniczne zagrywki (jak np. w kapitalnym “[angular_displacement]” czy “[the_finite_element]“), innym razem kompozycje staną się bardziej połamane (“[lateral]“, “[refraction]” czy druga część “[entropy]“) czy zaczną zgniatać kości niczym walec (“[partial_differential_equations]” lub początek “[half-life]“), ale mimo wszystko oczekiwałbym większej zabawy z ich strukturą. Na szczęście na kolejnych krążkach ten element uległ już znacznej poprawie. 

Już w pierwszej pracy [dema] słychać zamiłowanie do różnego rodzaju ozdobników czy “noise’ów”, gdyż w każdym kawałku pojawia się spora dawka elektroniki – roi się tutaj od różnego rodzaju dźwięków o wysokich częstotliwościach. Innym elementem wyróżniającym “[452Hz]” są też wokale, za które odpowiada sam założyciel. Nigdy wcześniej drzeć się do mikrofonu za bardzo nie musiał, więc było to dla niego nie lada wyzwanie. Wyszło… cóż, całkiem nieźle, choć śpiewem nazwać tego nie można. [dem] niekiedy melorecytuje fragmenty tekstu, a jego głos został poddany odpowiedniej obróbce w celu “odczłowieczenia”. Częściej jednak ojciec dyrektor krzyczy opętańczo niczym N z duetu Lifeless Gaze: jest histerycznie, nieprzyjemnie, odpychająco i… nawet pasuje to do takiej muzy. Mimo wszystko cieszę się, że na następnych wydawnictwach udało się znaleźć wokalistów z prawdziwego zdarzenia.

[452Hz]” to debiut niezwykle intrygujący: trudny do zaszufladkowania i równie trudny w odbiorze. [dem] swoją pracą pokazał, że można w pojedynkę (z drobną pomocą przyjaciół) w domowym zaciszu stworzyć coś innego, oryginalnego. Oczywiście nie jest to płyta dla każdego: wymaga ona bowiem od słuchacza skupienia, otwartego umysłu i… przymknięcia oka na pewne niedociągnięcia. Co zaoferuje w zamian? Na pewno nie miłe melodie, bombastyczne refreny i czyste wokale – to nie ten adres. Tutaj jest brzydko, brudno i szybko można się nabawić tężca. Zaciekawieni? To w wersji cyfrowej można “[452Hz]” kupić za śmieszne pieniądze na m.in. Bandcampie, Spotify czy w Empiku. Choć bez końcowego “[bezdechu]“, bo widocznie mało kto jest w stanie przeżyć coś takiego…

* Podobnie wydane zostało limitowane promo-cd “[Aether]”, choć już wzbogacono je o papierową wkładkę z tytułem i tracklistą.

Tomasz Michalski / [ 09.12.2019 ]

Mega zaskoczeniem jest dla nas fakt, iż po niespełna 10 latach dłubaniny, wcześniej niezauważonej nikomu, w końcu udało nam się dotrzeć do ludzi którzy nie tylko rozumieją naszą muzykę, ale również potrafią się z nią utożsamić, tym bardziej jeśli jest takim czowiekiem Marcin, dziękujemy za wspaniały wywiad i wsparcie!

 

Wielkim zaszczytem była dla mnie rozmowa z niepodzielnym liderem [4672] Arturem Ostrowskim[4672] to projekt dość enigmatyczny, łączący wpływy industrialu i djentu z metalem tak zwanym ekstremalnym na tyle pomysłowo, że trudno znaleźć porównywalny twór na muzycznej mapie Polski. Początków tego dziwactwa możemy szukać już w okolicach 2011 roku wraz z premierą albumu [452Hz]. Kolejne krążki to [takuboku] (2013) i [paradox] (2016), a w roku bieżącym z pełną mocą uderza najnowszy…
Nie ukrywam, że najnowsze wydawnictwo [aether] powaliło mnie na kolana, o czym pisałem w recenzji. Nie dziwi więc fakt, że byłem ogromnie ciekaw, co do powiedzenia ma na temat płyty (i nie tylko) sam autor. Zapraszam do lektury wywiadu tak samo gorąco, jak do sprawdzenia, jaka muzyka kryje się za cyframi.

Nazwałeś swe dziecko [4672], co oznaczają te cyfry? Może jest to numer kolejnego prototypu sztucznej inteligencji, który budujesz w swoim tajnym laboratorium?

To numer kierunkowy do CERN (śmiech). Założeniem tego projektu było zawsze wywrócenie każdej możliwej zasady, więc nawet nazwa musiała jakoś odnaleźć się w tych wymogach. Nazwy same w sobie zawsze mnie trochę irytowały, stąd poszukiwanie czegoś adekwatnego było nie lada wyzwaniem. Odpowiedzią na to wyzwanie okazał się Tool z albumem Ænima, na którym znajduje się utwór Forty Six & 2, który zawsze mi się podobał, a gdy zagłębiłem się w jego zawartość liryczną, okazało się, że mamy wspólny “lot”, który pasuje jak ulał do reguły numer 1. Reszta to już była estetyka, którą nabyłem przez lata traktowania się powykręcanymi dźwiękami.
A tak w ogóle to skąd wiesz o moim laboratorium? I jak to możliwe, że jeszcze żyjesz? (śmiech)

Ha! Rzetelne przygotowanie (śmiech).

Co do budowy sztucznej inteligencji, to trochę mi jeszcze brakuje, a też nie leży to na mojej liście priorytetów za wysoko (śmiech). Mając próbkę tego, co Facebook AI Research zrobiło i jak to się skończyło, nie sądzę, że jest sens brać udział w tym wyścigu. Ale szczerze się przyznam – przydałby mi się taki Jarvis, jakiego miał TonyStark, sądzę że moje życie zredukowałoby się do zajmowania się tylko i wyłącznie ciekawymi rzeczami, o czym skrycie marzę (śmiech).

Jesteś odpowiedzialny za ogólny koncept [4672], ale do swojego teamu zaprosiłeś sporo gości. Proszę opowiedz, kto jest odpowiedzialny za współudział przy budowie tej maszyny zagłady.

Tym razem udało mi się zaprosić kilku ciekawych gości. Jak trafnie zauważyłeś jest ich sporo, ale dla mnie to możliwość dzielenia się moją wizją i tym samym wzbogacanie jej dzięki talentom moich przyjaciół. Szczerze przyznam, że nie należało to do najłatwiejszych zadań, do tego strasznie długo materiał leżał bez wokali i nie raz wątpiłem w jego ukończenie. W tym miejscu powinienem podziękować Przemkowi (Trzaskowskiemu – przyp.red.), bo to właśnie on cisnął mnie o skończenie materiału, zwłaszcza że klip do tytułowego [aether], którego jest twórcą był już dawno skończony. Chronologicznie, wokale osadzili: Marcin Kaźmierski, który zbudował trzon większości numerów, następnie mieszankę wzbogacił Dawid Furmaniewicz, z którym znamy się od bardzo dawna. Praca z Dawidem to była czysta przyjemność, a efekt muszę przyznać nas obu zaskoczył. Podobnie zresztą było z Mateuszem Sibilą. Ostatecznie kropkę nad “i” postawił Piotr WasylukPiotr to wokalista z bardzo dużym dorobkiem muzycznym, prawdziwy “PRO”, którego notabene jestem wielkim fanem, więc było to dla mnie mega wydarzenie. Bardzo długo robiłem do niego podchody, aż w końcu udało mi się go namówić, no i chyba spodobała mu się współpraca, bo już zaczęliśmy pisać nowy materiał, w którym to będzie można usłyszeć Piotra w pełnym wymiarze. W międzyczasie Grzegorz [sin] Ambroży dograł też solówkę do [inclination], oczywiście nie mogę zapomnieć tu o Przemku wspomnianym wcześniej, który gościnnie pojawia się praktycznie od początku istnienia cyferek, w bardziej kreatywnych przejawach, tym razem jednak zdecydował się na instrumentalny atak w postaci drumli. Przemek to chodząca maszyna generująca kreatywne wyzwania, którym niełatwo sprostać. Sądzę, że na następny album też coś ciekawego przygotuje.

Jaki cel ma spełnić Twój projekt? Doszukując się kontekstu jego powstania, to maszyna, która posiada uczucia i do złudzenia przypomina człowieka czy odhumanizowany cyborg pozbawiony skrupułów, który przygotowany jest na każdy rozkaz swojego twórcy?

Celem zawsze było tworzenie muzyki, to projekt z długoterminowym planem, bez daty ważności czy spożycia (śmiech).
Wydaje mi się, że to takie moje odhumanizowane alter-ego, bunt cyfrowego “JA”, bez społecznościowych hamulców, zasad systemowych czy filtrów werbalnych (smiech). To też mój ośrodek skupiania kontrastów i eksplorowania dźwięku w najdziwniejszych formach, taka mała maszynka do dekonstrukcji dźwięku.

[4672] to twór w każdym calu futurystyczny. Muzyka, grafiki i wizualizacje otwarcie nawiązują do przyszłości rodem z filmowej serii Terminatora i niechybnego końca obecnego porządku na świecie, gdzie człowiek „panuje” nad swoimi tworami. W przeszłości wiele mówiło się o nadchodzącym buncie maszyn. Obserwując dzisiejszy świat i nawiązując do Twoich inspiracji, może zamysłów, zastanawiasz się czasem jaka czeka nas przyszłość lub jej koniec?

Ja staram się szukać jasnych stron, niemniej mam wrażenie, że w końcu jakiś człowieczek sprowadzi nas wszystkich do epoki kamienia. Mało ludzi sobie zdaje z tego sprawę, w jak szybkim tempie moglibyśmy się tam znaleźć, że nie wspomnę o temacie wyginięcia pszczół, który by nas załatwił w 4 lata. Ponadto jest jeszcze coś takiego jak “Doomsday Clock”, który obecnie wskazuje 2:00 minuty do północy, co oznacza, iż jesteśmy równie blisko zagłady, jak podczas zimnej wojny. Nie powiem, aby napawało mnie to zbyt wielkim optymizmem, ale zakładając, że ludzkość jednak nie ukrywa swojej fascynacji ogólnie pojmowaną destrukcją, tym samym przesiąknięta jest obsesją kreowania konfliktów, sądzę że faktycznie nie jesteśmy daleko od globalnego resetu. Czytałem też kiedyś o czymś takim jak “Timeline of Mass Extinction Events”, i że zbliżamy się do szczęśliwej piątki, więc w swojej własnej paranoi też nie jestem sam (śmiech). Na szczęście ewolucja ma taką ukrytą tendencję na zataczanie koła, więc nie ma się o co martwić, najsilniejsi przetrwają i to do nich będzie należało spieprzenie tego wszystkiego po raz szósty.

Wróćmy do szczegółów wydawnictwa. Opowiedz proszę jak udało Ci się namówić Ermland Productions do wydania tak niekonwencjonalnej muzyki?

Zawsze powtarzam, że wszystko w tym projekcie to zasługa kosmicznej pomyłki (śmiech).
Ermland Productions to wydawca skupiający się na twórczości niezależnej i twórcach nieograniczonych formą. Więc nie wiem jak (śmiech). Tak na poważnie, to odnaleźliśmy się w sumie przez przypadek, a raczej przez synchronizację zdarzeń. Andrzeja “Andzię” Choromańskiego, którego zapewne wszyscy znają z Atriocious Filth poznałem przez Piotra, znając go wcześniej jedynie z 100% Jesus. Może godzinę przed audycją u Adasia: “Muzyka to przyprawa” zgadaliśmy się przez Messengera, podczas gdy on wracał bodajże z koncertu. W każdym razie Andzia wraz z Adamem Sieklickim podczas tej właśnie audycji mieli przedstawić plan na Ermland, a Adaś miał akurat zaprezentować tytułowy [aether]. Sądzę, że to co wydarzyło się tego dnia miało ogromny wpływ na to, jak nasza współpraca się rozpoczęła. W tym miejscu odsyłam do samej audycji. Po audycji spędziliśmy z wiele godzin na telefonie, rozmawiając dosłownie o wszystkim, po czym okazało się, że obaj sprowadzamy siebie i muzykę do wspólnego mianownika. Z mojej strony nie mógłbym trafić na bardziej wyrozumiałego i otwartego na moją wizję wydawcy, dowodem na to jest choćby jakość wydania albumu czy jego wszechobecność, no i oczywiście sama cena, która jest podprogową sumą wszystkich cyfr w [4672].

Skąd więc inspiracje do tworzenia utworów dla [4672]? Czego trzeba słuchać, co należy czytać lub oglądać, by znaleźć się w odpowiednim stanie mentalnym do tak nieprzewidywalnej wycieczki, jaką jest płyta [aether]?

Nie wiem czy jestem w stanie przedstawić Ci funkcjonującą formułę, ja po prostu lubię grać i dłubać sobie w dźwiękach. Oglądam dużo filmów, dużo też czytam, ale raczej niekonwencjonalnej literatury. Swoją muzyką staram się zadawać pytanie. Albumy są raczej koncepcyjne i dotyczą wcześniej określonego tematu, to samo staram się przełożyć na motywy, począwszy od konstrukcji numerów. Wczesne kompozycje ubieram w surowe riffy, a później je szlifuje, dodając kolejne warstwy w poszukiwaniu odpowiedzi na wcześniej zadanie pytania. [aether] jest dość ciekawym zbiorem kompozycji, gdyż utwory powstawały w odwrotnej kolejności aniżeli obecnie znajdują się na płycie, stąd też dla wszystkich, którzy zetknęli się wcześniej z cyferkami, polecam słuchanie w kolejności przewidzianej na CD, w przypadku pierwszej styczności z projektem, lepiej wziąć głęboki oddech i rozpocząć przygodę od końca, czyli od ostatniego numeru.

4672 to niezwykle szczegółowo dopracowane detale projektu. Klipy poprzedzające wydanie płyty dobrze współgrają z charakterystyką utworów. Kto jest odpowiedzialny za ich koncepcję i realizację?

Inicjatorem wszystkich wizualnych aspektów cyferek jest Przemek. To właśnie on pomógł mi osiągnąć wcześniej jedynie zwerbalizowany cel. Mój skromny udział w tej przygodzie zaczyna i kończy się na montażu. Nie wiem jakim cudem Przemek trafił na mój pierwszy album [452Hz], ale to był właśnie moment w którym odnaleźliśmy się i zaczęliśmy knuć. Okazało się, iż fascynujemy się nie tylko podobnymi dźwiękami, ale również posiadamy bardzo zbliżoną do siebie estetykę. Na dobre nasza współpraca zawiązała się mniej więcej na początku 2016 roku, i bardzo szybko przerodziła się w jego 100% zaangażowanie w projekt i obecną jakże wymaganą obsesję, którą zresztą razem podzielamy. 

Maszynę zwaną 4672 ciężko jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo, ale jedno jest pewne – muzyka jest nastawiona na nowoczesność. Przekraczasz granice klasycznej konstrukcji kompozycji, zagłębiając się w psychodelię i zimny industrial. Idąc dalej, jak myślisz – dni fizycznie produkowanych płyt są policzone, a rządzić będą nośniki cyfrowe?

Zdaję sobie sprawę z faktu, iż cyferek nie da się jednoznacznie sklasyfikować i bardzo się z tego powodu cieszę, tym bardziej że nie jestem już w tym przekonaniu sam (śmiech). Według mnie najgorszym, co może być dla artysty jest fakt przywalenia mu z szuflady, malujesz jak Picasso, grasz jak Meshuggah, rozumiem porównania i korelacje, ale wolałbym się nią stać (śmiech). Poniekąd już się to dzieje, The Metal Archiveodrzuciła nas ze względu na niewystarczającą zawartość METALU (śmiech), sądzę że jesteśmy na dobrej drodze (śmiech). Co do samej przyszłości nośników, to wszystko stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nośnik CD leży na skraju swojej bezużyteczności i cierpię z tego powodu. Dla mnie muzyka z telefonu, laptopa czy innego bździdełka nie ma żadnego sensu, to jedynie zło konieczne. Nie wiem czy nie potrafię już słuchać muzyki w ten sposób, czy ta spłaszczona jakość mnie bardziej odrzuca. Skrycie liczę na to, że w końcu ruszy się to i może pójdzie to tym samym torem co obraz video i pojawią się wysokorozdzielcze nośniki?! Marzy mi się skomponowanie albumu w formacie np. 5.1 albo przynajmniej zarejestrowanie próby bądź nawet koncertu w ten właśnie sposób, fajnie byłoby dorzucić trochę więcej wielowymiarowości i przenieść doznania koncertowe w domowe zacisze. Może kiedyś będzie to w technologicznym zasięgu.

W przeszłości występowałeś w Abysal i [VZ]. Oba zespoły dorobiły się statusu rozpoznawalności na polskiej scenie, a potem o nich ucichło. Co się z nimi dzieje? Jest szansa na ich powrót?

Sądzę, że nikt już się nie obrazi jeśli uznam [vz] za zamknięty rozdział, Dawid i [sin] mają już własny projekt [psychozoik] na którego wydanie z niecierpliwością czekam, ja mam cyferki i tyle. Co do Abysal to dorzuciłem swoje trzy grosze do TheogonyMarad obecnie ciężko pracuje nad kolejnym albumem, do którego może też się dorzucę, najlepiej zapytać jego samego o plany.

Na koniec proszę odpowiedz mi na radykalne pytanie: co skłania Cię do grania metalu w kraju krzyża i disco polo. Przecież to się nie opłaca…

Jeśli plan jest, aby ograniczyć się formą czy zasięgiem, to faktycznie granie metalu w kraju krzyża i disco polo nie ma najmniejszego sensu; jeśli chodzi o samą opłacalność, to każdy szanujący się muzyk decydujący się na granie jakiejkolwiek awangardy wie, że nie robi się tego dla pieniędzy, przynajmniej na początku (śmiech). Oczywiście, nielicznym się to udaje, ale nie sądzę, aby był to wystarczający powód na to, żeby decydować się na tak karkołomną wycieczkę. Dla mnie to “catch 22” (śmiech). Niemniej, muzyka nie zna granic i nie ma najmniejszego znaczenia gdzie i jak powstaje, ważne, aby była szczera i sprawiała radochę, a przy okazji jeśli znajdą się jacyś odbiorcy – to można już mówić o sukcesie.

Dziękuję za rozmowę!


https://kvlt.pl/wywiady/4672-osrodek-skupiania-kontrastow-i-eksplorowania-dzwieku-w-najdziwniejszych-formach/

 

Skąd pomysł na nazwę “[4672]”? 

To liczba ile razy trzeba przesłuchać [aether] żeby w końcu zrozumieć o co nam tak naprawdę chodziło (śmiech)

Jakie jest Wasze największe marzenie muzyczne? 

Nie wiem czy jestem w stanie odpowiedzieć Ci na to pytanie, muzyki nie rozpatrujemy w kategorii: marzenia i celu do jakiego pragniemy dążyć. Dla mnie osobiście to raczej niekończąca się podróż po spektrosferze, bez celu, bez pragnień czy spin, czyste doświadczanie. Wspólnie też to tak traktujemy, a czas napewno pokaże co z tym będzie się działo.

Kogo chcielibyście zaprosić do nagrania kawałka? 

Elwisa gdyby żył i napewno Rodowicz (śmiech). A tak na poważnie, zazwyczaj udaje nam się zapraszać ludzi na których nam zależy, na chwilę obecją Ci na których nam zależy już o tym wiedzą. Aczkolwiek zawsze jestesmy otwarci na współpracę, więc jeśli grasz i podoba Ci się to co znajduje się pod szyldem cyferek, powinieneś się odezwać, dać nam znać. Zwłaszcza jeśli jesteś bębniarzem (śmiech). 

Co robicie poza graniem? 

To każdego indywidualna sprawa, jak to się mówi, robimy co musimy, aby utrzymać swoje głowy ponad wodą (śmiech). 

Nad czym obecnie pracujecie?

Obecnie pare małych projektów i nowy materiał zaczął się kształtować, Piotr pisze teksty, Przemek wkręcił się w nową makietę do następnego poklatkowego klipu, ja się skupiam na dźwiękach.

Czy planujecie w przyszłości zmienić styl granej przez was muzyki?

[4672] to nieustająca ewolucja, sądzę że to nieuniknione, nie zrozum mnie źle, nie zaczniemy grać nagle czegoś diametralnie różnego, ale nie trzymaj mnie za słowo, napewno zmiany jeśli się takowe pojawią i będą wnosiły coś do całości to zostaną poddane testom. 

Jak się poznaliście i jak wyglądały Wasze początki w zespole? Czy możecie opowiedzieć coś o sobie czytelnikom i fanom? 

Z Przemkiem poznaliśmy się przez przypadek, mimo iż dorastaliśmy w jednym mieście nasze drogi nigdy się nie skrzyżowały. Znaliśmy się jedynie ze słyszenia. Przełomowym momentem było wydanie [452Hz]. Z Piotrem, natomiast poznaliśmy się dopiero podczas pracy nad [aether], wcześniej byłem jego wielkim fanem i tylko spoglądałem w kierunku jego twórczości i czekałem na odpowiedni moment, aby zaprosić go do cyferek. 

Kto z was jest głównym motorem napędowym zespołu? 

Wibrujący wszechświat (śmiech) Ten statek nie ma kapitana, to ta nieodparta chęć tworzenia muzyki raczej nas napędza, to przysłowiowe przekleństwo i banicja muzyczna za razem (śmiech).

Skąd czerpiecie inspiracje muzyczne? 

Z codzienności, i w sumie z każdego przejawu twórczości rezonującej w okół nas. Ja widzę to jako “zadanie do wykonania”, mam taką teorię, że każdy z nas rodzi się ze ściśle określonym zadaniem do wykonania, a celem jest jedynie zrozumienie dlaczego ma to zrobić. Cała reszta to jedynie droga zmierzająca do odkrywania siebie.

Gdzie was usłyszą wasi fani w najbliższych miesiącach?

jeśli takowych posiadamy to oni wiedzą, że napewno nie na żywo (śmiech)

Czego wam życzyć? 

zdrowia? (śmiech)

Ostatnie słowo należy do Was! 

Serdecznie dziękujemy za poświęcony nam czas i z góry przepraszamy za zmarnowanie Waszego jesli cyferki Wam nie podeszły (śmiech). pozdrawiamy!

https://www.szarpidrut.pl/wywiady/to-liczba-ile-razy-trzeba-przesluchac-wywiad-z-zespolem-4672,1387.html

Po dosyć długiej przerwie, wakacyjnie powracają podcasty. Podrzucam wam zapis audycji MUZYKATOPRZYPRAWA, w której gośćmi był projekt [4672], który dla własnej wygody nazywam Cyferkami. Moimi gośćmi na żywo w studio radia UWM 95,5FM był Atrur Ostrowski – mózg i ojciec Cyferek oraz Piotr Wasyluk, odpowiedzialny za lwią część wokali na nowym albumie “Aether”

Z Adamem znamy się praktycznie, od samego początku cyferek, stąd tym większa nasza duma z faktu, iż [aether] mógł zagościć na ramach VoidMagazine.pl, dziękujemy!

Z Arturem który stoi za projektem [4672], potocznie zwanym cyferkami, znamy się nie od dziś. Od lat wspieramy wzajemnie swoje działania, mamy podobne spojrzenie na szeroko rozumianą sztukę i przodującą w tym temacie muzykę. Od praktycznie pierwszego materiału “cyferek”, niezmiennie mu kibicuję, zarówno jako fan jego twórczych, muzycznych dekonstrukcji oraz jako “dziennikarzyna”. Artur to człowiek, którego myślenie o muzyce ekstremalnej jest bardzo mocno skorelowane z moim gustem i gdy zaproponował mi przedpremierowy odsłuch świeżutkiego “Aether”, aż dosłownie zapłonąłem z podniecenia.

“Aether” to materiał bardzo osobliwy, trudny, wymagający od słuchacza dużego zaangażowania i otwartości. Cieżko w jakikolwiek sposób określić charakterystykę odbiorcy twórczości “cyferek”, co za razem jest atutem tego projektu, jak i jego przekleństwem. Artur z wyboru skazał się na muzyczną banicję i wyobcowanie, ponieważ jego nieszablonowe myślenie o muzyce, raczej nigdy nie zaprowadzi go, nawet gdzieś w pobliże granicy mainstreamu. Jest to dosłownie sztuka dla sztuki, kierowana do ludzi, którzy w muzyce szukają inności i jarają tym, co w innych budzi często wręcz niestrawność. 

[4672] to brzmieniowy monolit, który niczym walec przetoczy się przez wasze zwoje mózgowe. Bezkompromisowość “Aether” potrafi albo wzbudzić głęboką fascynację lub absolutne niezrozumienie. Tutaj nie ma nic pośrodku. Nie ma tutaj przestrzeni, powietrza, jest za to wręcz namacalna schizoidalna, duszna atmosfera, która nie pozwala naszej świadomości nawet na sekundę odpoczynku. Łatwo za to przy tych dźwiękach nabawić się fobii i nowych tików nerwowych. Specyficzna transowość, powtarzalność w riffach, nieprzewidywalna rytmika oraz paranoiczne wokale to cecha charakterystyczna “cyferek”. Wykolejeńców i muzycznych odszczepieńców zapewne już zaintrygowałem i zachęciłem do sięgnięcia po twórczość Artura. Reszta może poszpera w sieci z ciekawości lub już dała sobie spokój. 

Jeśli jednak zdecydujecie się na zagłębienie w ciemny, zimny, psychodeliczny wszechświat ‘Aether”, możecie ulec głębokiej fascynacji. Mnie to spotkało już dawno. Teraz może dopaść również i was. Patrząc z dalszej perspektywy na wszystkie materiały “cyferek”, uważam, że to właśnie ten najnowszy materiał, w pełni wyraził muzyczny zamysł, kryjący się za projektem Artura. Całość dostała skrzydeł za sprawą nowego nabytku w osobie Piotra Wasyluka, którego wokale nadały muzyce Artura zupełnie innego wymiaru. Mam wrażenie, że efekt końcowy zaskoczył go samego. Dzięki Piotrowi muzyka zyskała na “Aether”, perspektywę zupełnie odmienną niż kiedykolwiek wcześniej. Obu Panom współpraca spodobała się na tyle, że już pracują nad następcą jeszcze niewydanego albumu. Co pokazuje jak wielki potencjał drzemie w tej kolaboracji. 

Wiem, że to co napisałem o muzyce “cyferek”, jest enigmatyczne i w zasadzie nie wiele o niej mówi. Celem moim bowiem jest zaintrygować was na tyle, abyście sięgnęli do twórczości Artura i na własnej skórze przekonali się co kryje się pod nazwą [4672]


Płyta ukaże się 31 maja nakładem Ermland Productions.

Kojelna super recenzja [aether], tym razem od Tomka z MetalSide.pl, Dziękujemy!

https://kvlt.pl/recenzje/4672-aether-2018/

[4672] to projekt, który wziął mnie totalnie z zaskoczenia. Usłyszałem o nim przy okazji premiery klipu zapowiadającego najnowszy album. Muza w nim zawarta była na tyle nieszablonowa i oryginalna, że po prostu musiałem zapoznać się z pracą grupy dowodzonej przez [dema]. Pełny album otrzymałem (jeszcze przed znalezieniem wydawcy) w formie stricte limitowanego promo, imitującego swoim wyglądem… dyskietkę marki IBM. Czarna, kwadratowa “koperta” z tworzywa sztucznego, skrywa w środku nośnik CD, przypominający mały winyl. Całość włożona została w papierowy chwytak z logo grupy, informacjami na jej temat oraz… instrukcją użytkowania rzeczonej dyskietki. Genialny pomysł!

“[Aether]” zawiera 16 kawałków, trwających łącznie niecałe 40 minut, będących mieszanką rozmaitych stylów. Stylów, które teoretycznie pasować do siebie nie powinny, a jednak razem tworzących materiał nie tylko szalenie intrygujący, ale również… spójny. Piąte studyjne dzieło [4672] ocieka fascynującymi pomysłami i hipnotyzuje szalonym, schizofrenicznym klimatem. Nie pozwala się nudzić i trzyma słuchacza na krawędzi fotela, co chwila zaskakując go nagłymi zwrotami akcji. Niech tutaj za przykład posłuży numer ósmy numer w trackliście, a więc “[sycamore]”. Powolny, posiadający miażdżący riff, niemal doom-metalowy utwór, który pod koniec atakuje dance’owymi (!) rytmami, klimatycznymi kotłami oraz wokalistą, powtarzającym niczym mantrę, słowa “fire, walk with me”. Wraz z upływającymi sekundami, coraz bardziej odhumanizowanymi, za sprawą potężnej dawki elektroniki (w tym numerze mamy zresztą aż cztery ścieżki wokalu!). Nieźle, co?

Pozostałe fragmenty “[Aether]” też nie pozostawią nikogo obojętnym. Większość numerów, to szybkie, dynamiczne kompozycje, gniotące słuchacza niskimi gitarami i zaprogramowanym z precyzją zegarmistrza automatem (miejscami pojawia się też i prawdziwa perkusja, na której gra Paweł Załęski). Na takim “[Inclination]” czy singlowym “[forfeit]” aż dym z głośników idzie. Death metalowy ciężar spotyka się w nich z połamanymi djentowymi riffami, a pod tym wszystkim znajdziemy kilka warstw elektroniki, dzięki której przy każdym odsłuchu jesteśmy w stanie wychwycić coś nowego. Żebyśmy mieli szansę ujścia z życiem, czasem ekipie z [4672] zdarzy się zwolnić, jak we wspomnianym wcześniej “[sycamore]”czy wyjątkowo klimatycznym “[transfiguration]” (ten riff!), jak również niemal całkowicie się zatrzymać za sprawą… kompozycji spod znaku muzyki ambient. Serio, pomiędzy tą całą nawałnicą dźwięków znajdziemy minimalistyczne, instrumentalne “22072028” i “02072021”, jednak nie są tą kojące dźwięki. Zwłaszcza w tym pierwszym, napędzanym przez obrobiony dźwięk oddychania (!) kawałku, aż skóra cierpnie… Może by tak całą EP-kę w tym stylu?

W nagrywaniu “[Aether]” brało udział aż czterech wokalistów, a więc Dawid FurmaniewiczMarcin KaźmierskiMateusz Sibila i Piotr Wasyluk. Pierwsi trzej odpowiadali głównie za wściekłe krzyki i niskie growle (najwięcej – Kaźmierski), które później zostały dodatkowo przetworzone przez [dema]. Głos tych panów jest na nowym albumie formacji traktowany jak kolejny instrument i nierzadko w jednym utworze ścieżki wokalu będą się przeplatać czy nakładać na siebie, a dźwięki wydawane przez poszczególnych artystów (w tym i samego lidera) zostaną przetworzone w sposób uniemożliwiający rozpoznanie. Wasyluk z kolei dostarcza przede wszystkim wysokie, zawodzące wokalizy, zmieniając klimat płyty na bardziej schizofreniczny. Dzieli on niejako “[Aether]” na dwie części, a tą swoistą granicą okazuje się zwolnienie w “[absolute error]”, po którym słuchacza czeka już totalny odjazd w stronę psychodelii. A punktem kulminacyjnym jest fantastyczny (i trochę jednak niepokojący) utwór tytułowy.

Piąte studyjne dzieło [4672] to wydawnictwo, którego żaden fan mocniejszych dźwięków przegapić nie powinien. Nietuzinkowe, szalenie oryginalne granie (wśród instrumentów jest nawet… drumla!), które albo Was całkowicie odrzuci, albo wprawi w zachwyt. Oczywiście, jest to płyta trudna w odbiorze – nie spodziewajcie się milutkich melodii, przy których będziecie tupać nóżką. Puśćcie jednak ten materiał na dobrych słuchawkach (miks jest bowiem fenomenalny!), dajcie mu się porwać, a w trakcie tej muzycznej podróży “[Aether]”… wgniecie Was w ziemię, splunie i jeszcze na odchodne kopnie w wątrobę. Krążek do sprzedaży trafi 31 maja nakładem Ermland Records i osobiście mogę tylko gorąco zachęcić do jego zakupu. Nie można bowiem pozwolić, aby tak niezwykłe projekty skończyły jako swoista “sztuka dla sztuki”.

Ocena: 9,5/10
Tomasz Michalski / MetalSide.pl

12 Marca 2019r. jeszcze przed premierowo, na łamach KVLT.pl ukazała się pierwsza recenzja [aether]. Poniżej “przedruk” i wielkie dzięki dla Marcina i Piotra z KVLT.pl!

https://kvlt.pl/recenzje/4672-aether-2018/

Nieczęsto zdarza się takiemu nędznikowi jak ja obcować z prawdziwym potworem, którego brzydota i surowa aparycja potrafiłaby oczarować i uwieść. Natura człowieka ciągnie do złego i zakazanego, bo takie już z nas niedoskonałe twory. Mało tego, najpopularniejsza wiara w naszym kraju opiera się na takowym pociągu do nieznanego i straszy konsekwencjami związanymi ze skierowaniem się w zabronione przez nią rejony. Wiara ta również ofiaruje odkupienie w zamian za skruchę i wykazanie chęci poprawy, zatem mam nadzieję, że moja dusza nie będzie stracona, albowiem zostałem pokuszony na zatracenie jak biblijny Adam przez złowieszczy byt zwący sam siebie [4672], który ochrzcił swe nowo narodzone dziecko imieniem Aether.

Tak jak złożona jest istota ludzka, tak zagmatwany jest ten twór, pełen przeciwstawności, zaprzeczeń, chaosu, ale mimo to dobrze funkcjonujący i w ogólnym obrazie przepełniony harmonią. I jak człowiek jest skory do złych zachowań, poddawaniu się kaprysom i pokusom, tak muzyka wbita w krążek przepełniona jest nietypowymi rozwiązaniami, niebezpiecznymi patentami i zrozumiałymi tylko dla twórców kwasowymi fazami. W pierwszym kontakcie zderzamy się z brutalnością i bezkompromisowym noisem, by przy dalszym poznawaniu materiału odnaleźć w nim znacznie więcej barw i warstw.

Aether jest w każdym calu nietypowy. Sam w sobie zawiera rzadko spotykaną mieszankę muzyczną, a już na pewno niespotykaną zbyt często w naszym kraju. Ośmiostrunowe wiosła wiodą tu prym ponad resztą elementów, ich brzmienie ładuje dołem, proponując wiele niebanalnych riffów, i udowadniając, że można na nich grać nie tylko zero-jedynkowe patenty lub odśnieżać podjazd. Na niebanalnym, żywym szkielecie riffów gitarowych zbudowana jest zimna, industrialna maszyna. Cyborg ten zbudowany i zaprogramowany na zabijanie wymknął się spod kontroli i zaczął czuć w wielu momentach zamiast agresji psychodeliczne piękno. Na płycie dominują wolne, bujające kompozycje, przywołujące skojarzenia z Meshuggah, tym transowym z czasów Obzen. Do djentujących patentów dołożona jest cała masa elektroniki i wokali, które wychodzą daleko poza klasyczne krzyki, ocierając się lekko o deftonesowe, rozleniwione i udziwnione melodie. Elementów tworzących nowy album [4672] jest bardzo wiele, w czterdziestu minutach można odnaleźć tyle muzyki, że nie jeden projekt wycisnąłby z tego z trzy krążki (a w przypadku takiego dajmy na to Darkthrone z 10).

Za budowę tej złożonej istoty odpowiedzialnych jest wiele osób. Głównym inżynierem i ojcem protoplastą jest Artur [DEM] Ostrowski (również Abysal), który z jednoosobowego w początkach projektu rozbudował swoją grupę badawczą o wokalistę Piotra Wasyluka i Przemysława Trzaskowskiego obsługującego Trumlę. Gościnnie została również zaproszona grupa laborantów w składzie: Dawid FurmaniewiczMarcin Kaźmierski i Mateusz Sibila na wokalach, Grzegorz Ambroży na gitarze solowej, Paweł Załęski na perkusji. Wszystko, by uzyskać zamierzony cel.

Nie chcę zapeszać, ale biorąc pod uwagę jak rzadko mnie zaskakuje polska scena, uważam, że nowy album [4672] Aether może być dla mnie rodzimą płytą roku. Nigdy nie ukrywałem lekkiego zmęczenia przewidywalnością polskiej sceny, panujących na niej trendów i popularności zespołów dla mnie na wyróżnienie nie zasługujących. [4672] jest inny, świeży, pomysłowy i dający nadzieję na zmiany. Zespół jest w trakcie szukania wydawcy, jeżeli im się to nie uda, to poważnie wezmę pod uwagę wyjazd z kraju.

Ocena : 10/10

Brzeźnicki | KVLT