No, this is not gonna be another kindle edition of some questionable quality novel. We’re planning few things along with a new album, and yes we can call that a concept, there will be few big changes that may affect our social media image, also availability of our music online will be reduced to this website maybe even ‘alone’, where you’ll be able to pre-order it, buy it or download it for free, anyway we’ll keep you posted…but just in case subscribe to our newsletter, cheers! #4672 #paradigmblindness #newalbum

Here’s a bold move, …because we dare to dream!, celebrating a new year, a few upcoming releases we’ve got for you planned already for 2020, and YES “few” means more than just one. The new website seemed to be the only logical choice to get us there. Here’s a trick, the plan is simple, however challenging and in order us to succeed we need You on board, here’s why and where?!: recently we’ve discovered that social media websites have been gradually reducing our exposure, which we don’t appreciate, plus already impossible task of reaching you all out there has become excruciatingly hard, not pointing fingers towards any specific website, but you know which one plays the biggest part in that equation. Anyway, the plan: We’d like to start posting news, create new content, offer free downloads, early access to new music and exclusive content which will not be available anywhere else plus much more. Where? here! on this website! There’s a buttload of content already hidden here, for a start, Hopefully at some point we’ll be able to stop relying on social media hehehe, and we know, it is a wishful thinking but we’d like to try anyway. Here’s what you need to do, subscribe to our newsletter: form below, but only if you wish to subscribe, ok?! and only if you wish to get that exclusive content, and for a time being we’ll be using form on facebook as well, as shown below, simply head on to Email Signup, and do the rest, simple as…

if all works out, there’ll be only one place to get new [4672] and that’s the whole point. Let us know if you dig this idea and share this, spread the word the old school style! and of course stay tuned!

JOIN OUR MAILING LIST AND STAY UP-TO DATE WITH ALL NEWS AND RELEASES.

Processing…
Success! You’re on the list.

BY CLICKING SUBMIT, YOU AGREE TO SHARE YOUR E-MAIL ADDRESS WITH [4672] TO RECEIVE EMAIL UPDATES: NOT TO OFTEN THOUGH. REMEMBER YOU CAN ALWAYS USE THE UNSUBSCRIBE LINK IN THOSE E-MAILS TO OPT OUT AT ANY TIME, THANKS!

Once again! thanks NCS for kind words and amazing recognition! You rule!

(26) [4672]:  [Aether]

[4672]’s 2019 release [Aether] might be one of the first releases this year where I got the sense that heavy metal was having an existential crisis. Clued into them by a roundup on our site that actually had a really good lineup of bands, looking back at it, the almost random listing of band references that accompanied the description of [4672] meant I had to check it out. If anything, it seemed guaranteed that the music might just be a complete fucking mess — which I am often completely okay with.

First off: Every song on [Aether] is written within brackets, much like the group’s name. I will be dispensing with that… now… for the sake of my sanity. Second: What makes Aether interesting is also the fact that nearly every song on here is sub-three minutes, and the few that go over barely make it. The one that does make it is “Modus_Operandi”, which might as well be a doom song in comparison to most of the industrial grinders on Aether; it goes for nearly four minutes.

Much as the near-random listing of comparisons that appeared in our roundup suggested, [4672]‘s M.O is to throw everything at the wall, and whether it sticks or not, to have at least five backup plans to play with along the way. Songs dart and shudder about, some may be built around one real-specific and hammering groove, others start and stop whenever it seems like someone got distracted, and some feel like they’re written just to be an assault of noise.

As a whole experience Aether can be wild and wooly. It’s often one of the more fun aspects of heavy metal to have a band pick you up and throw you around like a rag doll, and much of the way Aether is written seems built to do just that. It’s hard to pick out specific songs when the whole thing feels like a neatly contained ball of chaos. This is one of those where you have to start it and let it run. I found the manic framework that [4672]work with to be an exciting change of pace from my usual death metal bludgeonings, and my industrial dork side was drawn to the band’s electronic playthings constantly weaving throughout each song.

No Clean Singing

[452Hz]” to debiutancki album dowodzonego przez [dema] projektu [4672]. Po krążek ten sięgnąłem niedługo po ogarnięciu fantastycznego “[Aether]” z 2019 roku, zastanawiając się nad tym jak bardzo różnić się będzie piąta studyjna płyta od tej pierwszej, nagranej niejako “na partyzanta”. “[452Hz]” w 2011 roku ukazał się w niewielkim fizycznym nakładzie, a obecnie dostępny jest drogą cyfrową na większości serwisach streamingowych. Ja jednak swoją recenzję opieram na wydaniu nieco mniej standardowym: od lidera projektu otrzymałem bowiem czarny krążek CD wyglądem przypominający płytę winylową, umieszczony w opakowaniu stworzonym (handmade!) z oryginalnej dyskietki 5,25” marki IBM. Czad!*

[452Hz]” to album stworzony w całości przez [dema] – odpowiadał on za wszystkie instrumenty, które usłyszmy na płycie, w tym także za programowanie automatu perkusyjnego (a z tą dziedziną wcześniej nie miał on większego doświadczenia). Już za sam fakt stworzenia krążka samemu należą się duże brawa, gdyż coś takiego wymaga dużej odwagi, kreatywności, poświęcenia, no i oczywiście talentu. I choć obecnie debiut [dema]nieco do życzenia pozostawia (zwłaszcza jak zestawimy go z późniejszymi krążkami), to i tak słucha się go zaskakująco dobrze. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, co w ogóle “cyferki” prezentują. Projekt dostarcza dźwięki trudne w odbiorze: odhumanizowane i bezduszne, przez co niejeden słuchacz zastanawiać się będzie nad tym, co autor miał na myśli. Taką niszę sobie [4672] znalazło i albo się w tym ciężkostrawnym graniu odnajdziemy, albo zostaniemy z potężną zgagą.

Na “[452Hz]” składa się trzynaście kompozycji, trwających łącznie 49 minut. Kompozycji ciężkich, utrzymanych głównie w średnim tempie i prowadzonych przez djentowe riffy wygrywane na nisko strojonym wiośle. Słucha się ich całkiem przyjemnie jak na taką nieprzyjemną przecież w założeniu muzykę, choć przydałoby się tutaj nieco więcej różnorodności. Niekiedy nasze uszy zaatakują fajne, techniczne zagrywki (jak np. w kapitalnym “[angular_displacement]” czy “[the_finite_element]“), innym razem kompozycje staną się bardziej połamane (“[lateral]“, “[refraction]” czy druga część “[entropy]“) czy zaczną zgniatać kości niczym walec (“[partial_differential_equations]” lub początek “[half-life]“), ale mimo wszystko oczekiwałbym większej zabawy z ich strukturą. Na szczęście na kolejnych krążkach ten element uległ już znacznej poprawie. 

Już w pierwszej pracy [dema] słychać zamiłowanie do różnego rodzaju ozdobników czy “noise’ów”, gdyż w każdym kawałku pojawia się spora dawka elektroniki – roi się tutaj od różnego rodzaju dźwięków o wysokich częstotliwościach. Innym elementem wyróżniającym “[452Hz]” są też wokale, za które odpowiada sam założyciel. Nigdy wcześniej drzeć się do mikrofonu za bardzo nie musiał, więc było to dla niego nie lada wyzwanie. Wyszło… cóż, całkiem nieźle, choć śpiewem nazwać tego nie można. [dem] niekiedy melorecytuje fragmenty tekstu, a jego głos został poddany odpowiedniej obróbce w celu “odczłowieczenia”. Częściej jednak ojciec dyrektor krzyczy opętańczo niczym N z duetu Lifeless Gaze: jest histerycznie, nieprzyjemnie, odpychająco i… nawet pasuje to do takiej muzy. Mimo wszystko cieszę się, że na następnych wydawnictwach udało się znaleźć wokalistów z prawdziwego zdarzenia.

[452Hz]” to debiut niezwykle intrygujący: trudny do zaszufladkowania i równie trudny w odbiorze. [dem] swoją pracą pokazał, że można w pojedynkę (z drobną pomocą przyjaciół) w domowym zaciszu stworzyć coś innego, oryginalnego. Oczywiście nie jest to płyta dla każdego: wymaga ona bowiem od słuchacza skupienia, otwartego umysłu i… przymknięcia oka na pewne niedociągnięcia. Co zaoferuje w zamian? Na pewno nie miłe melodie, bombastyczne refreny i czyste wokale – to nie ten adres. Tutaj jest brzydko, brudno i szybko można się nabawić tężca. Zaciekawieni? To w wersji cyfrowej można “[452Hz]” kupić za śmieszne pieniądze na m.in. Bandcampie, Spotify czy w Empiku. Choć bez końcowego “[bezdechu]“, bo widocznie mało kto jest w stanie przeżyć coś takiego…

* Podobnie wydane zostało limitowane promo-cd “[Aether]”, choć już wzbogacono je o papierową wkładkę z tytułem i tracklistą.

Tomasz Michalski / [ 09.12.2019 ]

Big words Straight from Texas “Aether” reviewed by Islander on NCS, massive thanks!

…”I did say at the outset of today’s collection that I aimed to provide variety, and there’s no better proof of that than the decision to include the new album by the bracket-obsessed Polish band [4672]. Although this album, [aether], is the band’s fifth full-length, it’s the first one I’ve been exposed to, and so I’m in no position to provide history or context. I will, however, quote the list of “Artists We Also Like” on the “About” section of their FB page: “NINdeftonestoolsamovznyiaantigamameshuggahcannibal corpsefear factorykornimminent“.

Got that? Well, I don’t blame you if that list doesn’t necessarily add up to anything you can imagine or make concrete. I don’t think the music really amalgamates all of those other sounds either, though the band don’t really make that claim. But the album is still a fascinating trip, and I’d say the majority of those references are relevant.

[4672] don’t mess around with long songs. Almost all of them are in the two-to-three-minute range, and the others are shorter. I don’t think I can be any more succinct about the experience than Rennie of starkweather, who pointed me to the recording and who characterized the music as “Meshuggah meets Antigama“. And it is indeed a twisted amalgam of bone-smashing, Meshuggah-like poly-rhythms and grind-like dementia; Fear Factory would be another good reference.

[4672] also put lots of other things into their fuming cauldron… including a rich toxic stew of crazed vocals (as well as some actual singing), industrial-strength grooves, bursts of asylum-like melody, drum artillery that would put uniformed professionals to shame, wisps of alien ambience, and enough tabs of LSD to wake Timothy Leary from his eternal slumber.

In a word, it’s nuts — and in another word, it’s fucking fantastic.

The music also led Rennie to remember a similar Polish act named [vz], whose name also appears in that list of Artists We Also Like, and may be related to [4672] if the brackets are any clue (there’s some relationship in the music too). Below I’ve included one of several [vz] videos with an S&M theme to the visuals. This one, “psychogram“, is 9 years old, but as Rennie said, it “remains punishing”. The video, by the way, is most definitely NOT SAFE FOR WORK (not even a little bit).

UPDATE: Thanks to a comment below, we’ve learned that there is indeed a connection between [4672] and [vz], and we’ve also discovered a fascinating video for [aether]‘s title track, which is now included along with the album stream, just before the video for “psychogram“.

[aether] was released on May 31st.

Read original post @ NoCleanSinging.com

Mega zaskoczeniem jest dla nas fakt, iż po niespełna 10 latach dłubaniny, wcześniej niezauważonej nikomu, w końcu udało nam się dotrzeć do ludzi którzy nie tylko rozumieją naszą muzykę, ale również potrafią się z nią utożsamić, tym bardziej jeśli jest takim czowiekiem Marcin, dziękujemy za wspaniały wywiad i wsparcie!

 

Wielkim zaszczytem była dla mnie rozmowa z niepodzielnym liderem [4672] Arturem Ostrowskim[4672] to projekt dość enigmatyczny, łączący wpływy industrialu i djentu z metalem tak zwanym ekstremalnym na tyle pomysłowo, że trudno znaleźć porównywalny twór na muzycznej mapie Polski. Początków tego dziwactwa możemy szukać już w okolicach 2011 roku wraz z premierą albumu [452Hz]. Kolejne krążki to [takuboku] (2013) i [paradox] (2016), a w roku bieżącym z pełną mocą uderza najnowszy…
Nie ukrywam, że najnowsze wydawnictwo [aether] powaliło mnie na kolana, o czym pisałem w recenzji. Nie dziwi więc fakt, że byłem ogromnie ciekaw, co do powiedzenia ma na temat płyty (i nie tylko) sam autor. Zapraszam do lektury wywiadu tak samo gorąco, jak do sprawdzenia, jaka muzyka kryje się za cyframi.

Nazwałeś swe dziecko [4672], co oznaczają te cyfry? Może jest to numer kolejnego prototypu sztucznej inteligencji, który budujesz w swoim tajnym laboratorium?

To numer kierunkowy do CERN (śmiech). Założeniem tego projektu było zawsze wywrócenie każdej możliwej zasady, więc nawet nazwa musiała jakoś odnaleźć się w tych wymogach. Nazwy same w sobie zawsze mnie trochę irytowały, stąd poszukiwanie czegoś adekwatnego było nie lada wyzwaniem. Odpowiedzią na to wyzwanie okazał się Tool z albumem Ænima, na którym znajduje się utwór Forty Six & 2, który zawsze mi się podobał, a gdy zagłębiłem się w jego zawartość liryczną, okazało się, że mamy wspólny “lot”, który pasuje jak ulał do reguły numer 1. Reszta to już była estetyka, którą nabyłem przez lata traktowania się powykręcanymi dźwiękami.
A tak w ogóle to skąd wiesz o moim laboratorium? I jak to możliwe, że jeszcze żyjesz? (śmiech)

Ha! Rzetelne przygotowanie (śmiech).

Co do budowy sztucznej inteligencji, to trochę mi jeszcze brakuje, a też nie leży to na mojej liście priorytetów za wysoko (śmiech). Mając próbkę tego, co Facebook AI Research zrobiło i jak to się skończyło, nie sądzę, że jest sens brać udział w tym wyścigu. Ale szczerze się przyznam – przydałby mi się taki Jarvis, jakiego miał TonyStark, sądzę że moje życie zredukowałoby się do zajmowania się tylko i wyłącznie ciekawymi rzeczami, o czym skrycie marzę (śmiech).

Jesteś odpowiedzialny za ogólny koncept [4672], ale do swojego teamu zaprosiłeś sporo gości. Proszę opowiedz, kto jest odpowiedzialny za współudział przy budowie tej maszyny zagłady.

Tym razem udało mi się zaprosić kilku ciekawych gości. Jak trafnie zauważyłeś jest ich sporo, ale dla mnie to możliwość dzielenia się moją wizją i tym samym wzbogacanie jej dzięki talentom moich przyjaciół. Szczerze przyznam, że nie należało to do najłatwiejszych zadań, do tego strasznie długo materiał leżał bez wokali i nie raz wątpiłem w jego ukończenie. W tym miejscu powinienem podziękować Przemkowi (Trzaskowskiemu – przyp.red.), bo to właśnie on cisnął mnie o skończenie materiału, zwłaszcza że klip do tytułowego [aether], którego jest twórcą był już dawno skończony. Chronologicznie, wokale osadzili: Marcin Kaźmierski, który zbudował trzon większości numerów, następnie mieszankę wzbogacił Dawid Furmaniewicz, z którym znamy się od bardzo dawna. Praca z Dawidem to była czysta przyjemność, a efekt muszę przyznać nas obu zaskoczył. Podobnie zresztą było z Mateuszem Sibilą. Ostatecznie kropkę nad “i” postawił Piotr WasylukPiotr to wokalista z bardzo dużym dorobkiem muzycznym, prawdziwy “PRO”, którego notabene jestem wielkim fanem, więc było to dla mnie mega wydarzenie. Bardzo długo robiłem do niego podchody, aż w końcu udało mi się go namówić, no i chyba spodobała mu się współpraca, bo już zaczęliśmy pisać nowy materiał, w którym to będzie można usłyszeć Piotra w pełnym wymiarze. W międzyczasie Grzegorz [sin] Ambroży dograł też solówkę do [inclination], oczywiście nie mogę zapomnieć tu o Przemku wspomnianym wcześniej, który gościnnie pojawia się praktycznie od początku istnienia cyferek, w bardziej kreatywnych przejawach, tym razem jednak zdecydował się na instrumentalny atak w postaci drumli. Przemek to chodząca maszyna generująca kreatywne wyzwania, którym niełatwo sprostać. Sądzę, że na następny album też coś ciekawego przygotuje.

Jaki cel ma spełnić Twój projekt? Doszukując się kontekstu jego powstania, to maszyna, która posiada uczucia i do złudzenia przypomina człowieka czy odhumanizowany cyborg pozbawiony skrupułów, który przygotowany jest na każdy rozkaz swojego twórcy?

Celem zawsze było tworzenie muzyki, to projekt z długoterminowym planem, bez daty ważności czy spożycia (śmiech).
Wydaje mi się, że to takie moje odhumanizowane alter-ego, bunt cyfrowego “JA”, bez społecznościowych hamulców, zasad systemowych czy filtrów werbalnych (smiech). To też mój ośrodek skupiania kontrastów i eksplorowania dźwięku w najdziwniejszych formach, taka mała maszynka do dekonstrukcji dźwięku.

[4672] to twór w każdym calu futurystyczny. Muzyka, grafiki i wizualizacje otwarcie nawiązują do przyszłości rodem z filmowej serii Terminatora i niechybnego końca obecnego porządku na świecie, gdzie człowiek „panuje” nad swoimi tworami. W przeszłości wiele mówiło się o nadchodzącym buncie maszyn. Obserwując dzisiejszy świat i nawiązując do Twoich inspiracji, może zamysłów, zastanawiasz się czasem jaka czeka nas przyszłość lub jej koniec?

Ja staram się szukać jasnych stron, niemniej mam wrażenie, że w końcu jakiś człowieczek sprowadzi nas wszystkich do epoki kamienia. Mało ludzi sobie zdaje z tego sprawę, w jak szybkim tempie moglibyśmy się tam znaleźć, że nie wspomnę o temacie wyginięcia pszczół, który by nas załatwił w 4 lata. Ponadto jest jeszcze coś takiego jak “Doomsday Clock”, który obecnie wskazuje 2:00 minuty do północy, co oznacza, iż jesteśmy równie blisko zagłady, jak podczas zimnej wojny. Nie powiem, aby napawało mnie to zbyt wielkim optymizmem, ale zakładając, że ludzkość jednak nie ukrywa swojej fascynacji ogólnie pojmowaną destrukcją, tym samym przesiąknięta jest obsesją kreowania konfliktów, sądzę że faktycznie nie jesteśmy daleko od globalnego resetu. Czytałem też kiedyś o czymś takim jak “Timeline of Mass Extinction Events”, i że zbliżamy się do szczęśliwej piątki, więc w swojej własnej paranoi też nie jestem sam (śmiech). Na szczęście ewolucja ma taką ukrytą tendencję na zataczanie koła, więc nie ma się o co martwić, najsilniejsi przetrwają i to do nich będzie należało spieprzenie tego wszystkiego po raz szósty.

Wróćmy do szczegółów wydawnictwa. Opowiedz proszę jak udało Ci się namówić Ermland Productions do wydania tak niekonwencjonalnej muzyki?

Zawsze powtarzam, że wszystko w tym projekcie to zasługa kosmicznej pomyłki (śmiech).
Ermland Productions to wydawca skupiający się na twórczości niezależnej i twórcach nieograniczonych formą. Więc nie wiem jak (śmiech). Tak na poważnie, to odnaleźliśmy się w sumie przez przypadek, a raczej przez synchronizację zdarzeń. Andrzeja “Andzię” Choromańskiego, którego zapewne wszyscy znają z Atriocious Filth poznałem przez Piotra, znając go wcześniej jedynie z 100% Jesus. Może godzinę przed audycją u Adasia: “Muzyka to przyprawa” zgadaliśmy się przez Messengera, podczas gdy on wracał bodajże z koncertu. W każdym razie Andzia wraz z Adamem Sieklickim podczas tej właśnie audycji mieli przedstawić plan na Ermland, a Adaś miał akurat zaprezentować tytułowy [aether]. Sądzę, że to co wydarzyło się tego dnia miało ogromny wpływ na to, jak nasza współpraca się rozpoczęła. W tym miejscu odsyłam do samej audycji. Po audycji spędziliśmy z wiele godzin na telefonie, rozmawiając dosłownie o wszystkim, po czym okazało się, że obaj sprowadzamy siebie i muzykę do wspólnego mianownika. Z mojej strony nie mógłbym trafić na bardziej wyrozumiałego i otwartego na moją wizję wydawcy, dowodem na to jest choćby jakość wydania albumu czy jego wszechobecność, no i oczywiście sama cena, która jest podprogową sumą wszystkich cyfr w [4672].

Skąd więc inspiracje do tworzenia utworów dla [4672]? Czego trzeba słuchać, co należy czytać lub oglądać, by znaleźć się w odpowiednim stanie mentalnym do tak nieprzewidywalnej wycieczki, jaką jest płyta [aether]?

Nie wiem czy jestem w stanie przedstawić Ci funkcjonującą formułę, ja po prostu lubię grać i dłubać sobie w dźwiękach. Oglądam dużo filmów, dużo też czytam, ale raczej niekonwencjonalnej literatury. Swoją muzyką staram się zadawać pytanie. Albumy są raczej koncepcyjne i dotyczą wcześniej określonego tematu, to samo staram się przełożyć na motywy, począwszy od konstrukcji numerów. Wczesne kompozycje ubieram w surowe riffy, a później je szlifuje, dodając kolejne warstwy w poszukiwaniu odpowiedzi na wcześniej zadanie pytania. [aether] jest dość ciekawym zbiorem kompozycji, gdyż utwory powstawały w odwrotnej kolejności aniżeli obecnie znajdują się na płycie, stąd też dla wszystkich, którzy zetknęli się wcześniej z cyferkami, polecam słuchanie w kolejności przewidzianej na CD, w przypadku pierwszej styczności z projektem, lepiej wziąć głęboki oddech i rozpocząć przygodę od końca, czyli od ostatniego numeru.

4672 to niezwykle szczegółowo dopracowane detale projektu. Klipy poprzedzające wydanie płyty dobrze współgrają z charakterystyką utworów. Kto jest odpowiedzialny za ich koncepcję i realizację?

Inicjatorem wszystkich wizualnych aspektów cyferek jest Przemek. To właśnie on pomógł mi osiągnąć wcześniej jedynie zwerbalizowany cel. Mój skromny udział w tej przygodzie zaczyna i kończy się na montażu. Nie wiem jakim cudem Przemek trafił na mój pierwszy album [452Hz], ale to był właśnie moment w którym odnaleźliśmy się i zaczęliśmy knuć. Okazało się, iż fascynujemy się nie tylko podobnymi dźwiękami, ale również posiadamy bardzo zbliżoną do siebie estetykę. Na dobre nasza współpraca zawiązała się mniej więcej na początku 2016 roku, i bardzo szybko przerodziła się w jego 100% zaangażowanie w projekt i obecną jakże wymaganą obsesję, którą zresztą razem podzielamy. 

Maszynę zwaną 4672 ciężko jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo, ale jedno jest pewne – muzyka jest nastawiona na nowoczesność. Przekraczasz granice klasycznej konstrukcji kompozycji, zagłębiając się w psychodelię i zimny industrial. Idąc dalej, jak myślisz – dni fizycznie produkowanych płyt są policzone, a rządzić będą nośniki cyfrowe?

Zdaję sobie sprawę z faktu, iż cyferek nie da się jednoznacznie sklasyfikować i bardzo się z tego powodu cieszę, tym bardziej że nie jestem już w tym przekonaniu sam (śmiech). Według mnie najgorszym, co może być dla artysty jest fakt przywalenia mu z szuflady, malujesz jak Picasso, grasz jak Meshuggah, rozumiem porównania i korelacje, ale wolałbym się nią stać (śmiech). Poniekąd już się to dzieje, The Metal Archiveodrzuciła nas ze względu na niewystarczającą zawartość METALU (śmiech), sądzę że jesteśmy na dobrej drodze (śmiech). Co do samej przyszłości nośników, to wszystko stoi pod wielkim znakiem zapytania. Nośnik CD leży na skraju swojej bezużyteczności i cierpię z tego powodu. Dla mnie muzyka z telefonu, laptopa czy innego bździdełka nie ma żadnego sensu, to jedynie zło konieczne. Nie wiem czy nie potrafię już słuchać muzyki w ten sposób, czy ta spłaszczona jakość mnie bardziej odrzuca. Skrycie liczę na to, że w końcu ruszy się to i może pójdzie to tym samym torem co obraz video i pojawią się wysokorozdzielcze nośniki?! Marzy mi się skomponowanie albumu w formacie np. 5.1 albo przynajmniej zarejestrowanie próby bądź nawet koncertu w ten właśnie sposób, fajnie byłoby dorzucić trochę więcej wielowymiarowości i przenieść doznania koncertowe w domowe zacisze. Może kiedyś będzie to w technologicznym zasięgu.

W przeszłości występowałeś w Abysal i [VZ]. Oba zespoły dorobiły się statusu rozpoznawalności na polskiej scenie, a potem o nich ucichło. Co się z nimi dzieje? Jest szansa na ich powrót?

Sądzę, że nikt już się nie obrazi jeśli uznam [vz] za zamknięty rozdział, Dawid i [sin] mają już własny projekt [psychozoik] na którego wydanie z niecierpliwością czekam, ja mam cyferki i tyle. Co do Abysal to dorzuciłem swoje trzy grosze do TheogonyMarad obecnie ciężko pracuje nad kolejnym albumem, do którego może też się dorzucę, najlepiej zapytać jego samego o plany.

Na koniec proszę odpowiedz mi na radykalne pytanie: co skłania Cię do grania metalu w kraju krzyża i disco polo. Przecież to się nie opłaca…

Jeśli plan jest, aby ograniczyć się formą czy zasięgiem, to faktycznie granie metalu w kraju krzyża i disco polo nie ma najmniejszego sensu; jeśli chodzi o samą opłacalność, to każdy szanujący się muzyk decydujący się na granie jakiejkolwiek awangardy wie, że nie robi się tego dla pieniędzy, przynajmniej na początku (śmiech). Oczywiście, nielicznym się to udaje, ale nie sądzę, aby był to wystarczający powód na to, żeby decydować się na tak karkołomną wycieczkę. Dla mnie to “catch 22” (śmiech). Niemniej, muzyka nie zna granic i nie ma najmniejszego znaczenia gdzie i jak powstaje, ważne, aby była szczera i sprawiała radochę, a przy okazji jeśli znajdą się jacyś odbiorcy – to można już mówić o sukcesie.

Dziękuję za rozmowę!


https://kvlt.pl/wywiady/4672-osrodek-skupiania-kontrastow-i-eksplorowania-dzwieku-w-najdziwniejszych-formach/